POSTACIE:
![]() |
| Phil Lester |
![]() |
| Dan Howell |
![]() |
| Sam Pepper |
![]() |
| Zoe Sugg |
warring: to opowiadanie to smut fanfiction czyli może zawierać sceny seksu.
warrning 2: opowiadanie jest opowiadaniem 'yaoistycznym' czyli boyxboy love. jeżeli ci to nie odpowiada radzę natychmiastowo opuścić tą stronę. dziękuję.
To nie tak miało wyglądać. Rozdział 1
Narrator P.O.V
Robiło już się ciemno gdy czarnowłosy chłopak o bladej
skórze przemierzał nieznane mu wcześniej ulice Londynu. Błąkał się już tu
prawie godzinę i nie wiedział czy naprawdę się zgubił czy jego nogi wcale nie
chcą znaleźć miejsca do którego się kierował już tak długi czas. W końcu jednak
stanął przed bogato ozdobionym budynkiem. Wziął głęboki wdech. Wydawało mu się,
że będzie tu bardziej obskurnie bowiem było to miejsce po prostu zwane
burdelem. Sam nie wierzył, że faktycznie tu przyszedł.. i to wcale nie po to
aby korzystać tylko by być wykorzystywanym. Nie chciał tego. Sama myśl o tym co
będzie musiał tam przechodzić sprawiała, że chciał płakać, a jego ciało
przechodziły ciarki. Ale nie miał wyboru i był tego doskonale świadom. Sytuacja
jego rodziny była wręcz fatalna. Mieszkali w najgorszej dzielnicy, mieli
rozpadający się już powoli dom i przeciekający dach lecz to wcale nie był powód
dla, którego się teraz tu znajdował. Powodem była Emily. Jego młodsza
siostrzyczka która zachorowała na raka. Dobrze wiedział, że jego rodzice nie
mają pieniędzy na leczenia chodź wcale nie byli żadnymi alkoholikami
przepijającymi wypłatę. Byli naprawdę dobrymi ludźmi, którzy zawsze odmawiali
sobie na rzecz swoich pociech jednak świat nie był dla nich łaskawy. Gdy
diagnoza zapadła obydwoje z rodziców zaczęli się rozklejać. Dobrze wiedzieli,
że nie są w stanie zapewnić dziewczynce odpowiedniej opieki. Starali się
pożyczyć pieniądze od każdego kogo znali, a nawet od nieznajomych lecz nikt nie
okazał im serca. Nie było to jednak coś co ich zdziwiło. W ich dzielnicy były
ciężkie czasy i mało kto mógł sobie pozwolić na pożyczanie pieniędzy innym
nawet jeżeli chodziło o życie niewinnej, 13 letniej dziewczynki. Dlatego też
chłopak starał się wziąć sprawy w swoje ręce, z początku nie za bardzo mu to
wychodziło. Nie mógł znaleźć żadnej pracy nie mówiąc już o dobrych zarobkach.
Wtedy jeden z ludzi u których szukał pomocy ulitował się nad nim, a raczej nad
losem młodszej siostry i zaproponował mu pracę jako męska prostytutka. Nie mógł
odmówić. W grę wchodziła zbyt wysoka stawka żeby kręcić nosem. Mężczyzna
powiedział, żeby zjawił się dokładnie w tym budynku przed którym właśnie stał. Więc
i tak zrobił nie mówiąc nic o tym rodzicom. Nie byli by zadowoleni z tego co
będzie robić za pieniądze ale.. przecież tu chodzi o Emily. Dlatego też okłamał
ich co do faktu jak będzie pracować. Wziął jeszcze jeden głęboki wdech i wszedł
po schodach do budynku. Musiał przyznać, że było tu bardzo ładnie i bardzo
bogato. Przez myśl mu przebiegło, że to może burdel dla wysoko postawionych
ludzi, którzy wolą wszystko zachować w tajemnicy. Nie pomylił się bo właśnie
tak było. Gdy przekroczył drzwi budynku kilka par oczu skierowało się na niego. W
sumie to nie dziwił się im. Był ubrany w czarną, ale już wyblakłą bluzę z
kapturem oraz wytarte, tego samego koloru spodnie. Udał jednak, że nie widzi
ich spojrzeń i ruszył szybszym krokiem przed siebie. Zastanawiał się co
powinien teraz zrobić? Gdzie iść? Czy w ogóle trafił w dobre miejsce? Już
przebiegło mu przez myśli, że może pomylił budynki przecież to miejsce jest
zbyt szykowne na tak nie czyste sprawy kiedy podeszła do niego kobieta, ubrana
w białą, obcisłą koszulę zapinaną na guziki, czarną spódnice do kolan oraz tego
samego koloru szpiki. Jej rude włosy były upięte w kok, a na nosie spoczywały
jej okulary z ciemną oprawką. W dłoni trzymała jakąś teczkę i kilka papierów.
Wyglądała na sekretarkę.
- Philip Lester? – powiedziała uśmiechając się przyjaźnie. Chłopak kiwnął lekko głową nie mogąc wydobyć z siebie głosu. Był przerażony, zdezorientowany i najchętniej chciałby wybiec stamtąd z krzykiem na ustach.
- Idealnie. Barry mówił, że jesteś przystojny i słodki ale nie sądziłam, że aż tak. Klientom na pewno się to spodoba. Chodź za mną, tutaj nie wypada rozmawiać o TYCH rzeczach. – znów się odezwała odwracając się do niego plecami i ruszając przed siebie postukując przy tym obcasami. Phil od razu powędrował posłusznie za nią przetwarzając w myślach to co właśnie się dzieje. Kilka kroków dalej znajdowały się drzwi przez które przeszli, potem kilka zakrętów i kolejne drzwi. Mogłoby się to wydawać długa droga lecz chłopak nawet na to nie zwrócił na to uwagi. Był zafascynowany tymi wszystkimi rzeźbami, obrazami i posągami które mijali. Z każdymi drzwiami i korytarzami przez które przechodzili ozdób ubywało i chłopak uświadomił sobie, że pewnie jest kilka części tego budynku. Dla biednych, średnich i multimilionerów. Był to oczywiste nie przydzielą go dla tych bogatszych od razu. W końcu kobieta zatrzymała się na środku jednego z korytarzy gdzie niektóre ściany były już lekko popękane, a światło lekko pomrugiwało.
- Poczekaj tutaj, zaraz wrócę. – wskazała na ławkę bez oparcia i oddaliła się szybko. Phil posłusznie usiadł zakrywając sobie twarz dłońmi. W co on w ogóle się wpakował? Może większość mężczyzn była by zadowolona z takiej pracy w końcu seks za pieniądze to coś co kretynom może przypaść do gustu ale on był inny. Nie chciał tego robić z byle kim.. i to do tego za zapłatą! Będzie się kurwił za gotówkę jak jakaś szmata i ostatnia dziwka. Z myśli wyrwały go podniesione głosy jakiegoś mężczyzny i starające się go uspokoić słowa pewnej kobiety.
- … jak to go nie ma?! Czy ty zdajesz sobie sprawę z tego co się stanie jeśli on nie dostanie tego czego chce?
- Nic nie da się zrobić, sprawdzałam! Szukałam też kogoś innego ale wszyscy są już zamówieni albo zajęci. – szlochała kobieta. Dopiero teraz ciemnowłosy mógł ich zobaczyć gdyż wyszli zza zakrętu i kierowali się w jego stronę.
- Co on sobie niby myślał biorąc dzień wolnego?! Dajesz człowiekowi palec a on ci odrąbie całą rękę! –mężczyzna był ubrany w czarny, dostojny garnitur który z pewnością był bajecznie drogi. Do tego na ręce miał złotego roleksa, a na szyi miał wisiorek, prawdopodobnie ze srebra. Nawet głupi mógłby się domyśleć, że to właściciel tej siedziby zła. Kobieta musiała być jego sekretarką.
- On nas zniszczy jeżeli nic nie zrobimy. Pozostaje nam jedynie.. – przerwała jasnowłosa gdyż dopiero teraz dostrzegła chłopaka siedzącego na ławce. Złapała go na patrzeniu się na nich dlatego ten odwrócił szybko wzrok udając, że był zbyt zajęty myśleniem, żeby cokolwiek usłyszeć co było wręcz idiotyczne.
Sekretarka szturchnęła swojego szefa pokazując mu Phila, który był opodal. W tym momencie do korytarza wróciła rudowłosa sekretarka z nową teczką i jeszcze większą ilością papierów.
- Oh, pan Wellman! Panienka Jenna! Cóż pan tu robi? Nie powinien być pan na tej lepszej części budynku? – zapytała zdezorientowana podchodząc do niebieskookiego i wręczając mu stertę papierów. Były ciężkie, a wszystko było napisane drobnym druczkiem. To z pewnością były jakieś umowy, które będzie musiał podpisać przez rozpoczęciem ‘pracy’.
- Cóż to za młody człowiek? – zignorował jej pytanie zadając swoje. Zrobił kilka kroków w ich stronę nie opuszając młodzieńca ze swoich oczu.
- Lester Philip, został polecony przez jednego z naszych dostawców z dolnego miasta. Właśnie podpisał umowę. – wytłumaczyła szybko bez zbędnych wątpliwości pokazując dłonią kartkę papieru, którą jeszcze minutę temu chłopak podpisał.
- Uważasz, że to na pewno dobry pomysł? Może być nie zadowolony z powodu zmian. – odezwała się po chwili Jenna do swojego szefa.
- To na pewno nie jest dobry pomysł. Ale nie mamy lepszego. To jest najlepsze rozwiązanie. – westchnął cicho i spojrzał jeszcze raz na chłopaka, który najwyraźniej bał się na niego spojrzeć.
- Młody, to twój szczęśliwy dzień. Zaczynasz pracę od razu, limuzyna czeka przed budynkiem. Zabierze cię do twojego pierwszego klienta.
- Limuzyna?! – wyrwało się rudowłosej sekretarce. Była w szoku tak samo z resztą jak Phil. Wydawało mu się, że każą mu zacząć od kogoś kogo nie będzie stać na limuzynę. Pan Wellman spojrzał na nią karcąco lecz odpowiedział po chwili.
- Pan Howell życzy sobie dzisiaj towarzystwa, jednak Jared jest nie dostępny i nikogo innego nie ma w zasięgu. Dobrze wiesz co może zrobić jeśli nie dostanie tego czego chce. Mamy jedynie nadzieję, że zadowoli się tym co dostanie. – Niebieskooki wstrzymał oddech. Czy on dobrze usłyszał? PAN Howell? Mężczyzna? To chyba jakieś nieporozumienie. On przecież nie jest homoseksualny. Wystarczającym upokorzeniem byłby seks za pieniądze z kobietą! Jeśli będzie musiał zrobić to z mężczyzną chyba stoczy się na dno dna.
- Nie jestem gejem. – powiedział błagalnie starając się nie zabrzmieć zbyt niegrzecznie.
- Oh.. wybacz. To zmienia całkowicie wszystko! Pan Howell wcale nie zniszczy naszej korporacji jeżeli jego syn nie dostanie tego czego chce. A przecież ty nie podpisałeś umowy która zobowiązuje cię do wykonywania moich poleceń. – powiedział ironicznie śmiejąc się przy tym nerwowo. Widać było, że martwi się o przyszłość swojej ‘firmy’. Chłopak poczuł złość. Nie był jednak zły na nikogo innego lecz na siebie. Nawet nie przeczytał tej umowy. Tak bardzo chciał pomóc niewinnej Emily, a sam wpakował się w nie lada kłopoty. Nie mógł teraz zrezygnować nawet gdyby chciał.
- Miriam, zaprowadź go do limuzyny i upewnij się, że do niej wsiądzie. Nie możemy pozwolić aby syn pana Howella czekał jeszcze dłużej. – po słowach szefa organizacji Phil został zaprowadzony przed budynek i faktycznie wsiadł do auta, które czekało już najwyraźniej od jakiegoś czasu. To wszystko działo się za szybko aby on mógł to przyswoić. Myśli zalewały go podczas tej niekończącej się drogi. W jednej chwili jest zwykłym chłopakiem, a w innej męską prostytutką na której wymuszają bycie gejem! Co on teraz ma zrobić? Przecież nie może się wycofać. Czy faktycznie będzie musiał przespać się z mężczyzną? Ciarki przeszły jego ciało kiedy kierowca zatrzymał się. Popatrzył przez zaciemnione szyby aby zobaczyć wielką bramę, która powoli zaczęła się otwierać. Limuzyna znów ruszyła, a teraz Phil mógł dostrzec wielką, trzypiętrową willę. Była bogato, ale też nie przesadnie ozdobiona i miała kilkanaście balkonów i kilka tarasów. Ogród był niesamowity. Mnóstwo pięknie poprzycinanych drzew, zadbanych kwiatów oraz kilka fontann i ławek. Wszystko to było bajeczne. To pewnie tak wyglądał raj. Samochód znów się zatrzymał, a drzwiczki same się otworzyły. Pojawił się w nich jakiś stary mężczyzna z siwizną na głowie. Był ubrany elegancko i miał białe rękawiczki. Nie odezwał się ani słowem ale chłopak wywnioskował, że to jeden z kamerdynerów lub też służących tego domu. Czyżby to on miał zaprowadzić go do swej zguby? Posłusznie wysiadł z pojazdu, a gdy starszy człowiek ruszył ten powędrował za nim. Gdy weszli do środka budynku, gdyż domem trudno to nazwać, Phil przez chwilę pomyślał, że śni. Wewnątrz willa była jeszcze bardziej niesamowita niż na zewnątrz. Mnóstwo drogo wyglądających rzeczy i perfekcyjny porządek. Nigdy wcześniej chłopak nie pomyślał, że będzie mu dane zobaczyć coś takiego. Przez chwilę bajeczność tego domu odwróciła jego uwagę od myśli o tego co miało się wydarzyć już za chwilę. Kamerdyner skierował się schodami na górę, potem jeszcze raz i kilka razy zakręcił. Trwało to wieczność lecz w końcu zatrzymał się przed pewnymi drzwiami otwierając je z gracją. Serce czarnowłosego zatrzymało się na chwilę. Był przerażony, chciał uciekać, schować się. To dla Emily, Phil. Myślał. Zrób to dla niej.
- Sir Daniel przyjdzie za chwilę. Teraz jest zajęty. – odezwał się chropowatym głosem starzec, a chłopak aż podskoczył. Wszedł do środka. Siwowłosy lokaj zamknął za nim drzwi i zszedł na dół. W tym czasie Lester oglądał wspaniałość pokoju syna miliardera. Łóżko było olbrzymie, tak, że cała jego rodzina mogła by w nim spać. Dywan był przyjemny dla jego nagich stóp, gdyż buty musiał ściągnąć przy wejściu. Teraz jego wzrok przykuł telewizor plazmowy wiszący naprzeciw łóżka. Po raz pierwszy taki widział. Mógłby powiedzieć, że po raz pierwszy widział telewizor lecz było by to lekkim kłamstwem ponieważ już raz wcześniej dane było mu go zobaczyć u jednego z jego kolegów. Jednak nie była to tak wspaniała plazma HD lecz zwykły, stary, czarno-biały klocek. Z rozmyślań wyrwał go dźwięk otwieranych drzwi więc szybko się obrócił. Stał tam wysoki, brązowo włosy chłopak. Ubrany był w garnitur jednak nie miał krawata. Jego oczy były czekoladowe i wydawało mu się, że prześwietlały jego myśli. Przyłapał się nawet na myśleniu, że owy Daniel jest naprawdę przystojny.
- A ty.. kim jesteś? – zapytał nieco nie pewny zamykając za sobą drzwi. Nie spuszczał przy tym jednak czarnowłosego z oczu. Phil za to uciekł wzrokiem i zaczął wpatrywać się w swoje stopy. Czuł się strasznie niezręcznie. Co w końcu miał powiedzieć? Że jest tu żeby on go wydymał?
- Pan Wellman mnie przysłał. – odpowiedział po chwili. W końcu odważył się popatrzyć na chłopaka. Wydawał się on być w jego wieku.
- Chris popełnił błąd. Gdzie jest Jared? – zadał kolejne pytanie ściągając przy tym swoją marynarkę i rzucił ją gdzieś na fotel stojący niedaleko.
- Mówił coś.. o tym, że jest niedostępny. – znów udzielił odpowiedzi lecz tym razem szybciej i o wiele bardziej pewien siebie. Chodź nie wiedział czemu. Dalej przecież był przerażony i cholernie spięty.
- W sumie to ty nie jesteś taki zły.– uśmiechnął się lekko i zaczął rozpinać sobie koszulę kiedy rozległo się pukanie do drzwi. Czarnowłosy zaczął dziękować Bogu w myślach natomiast Daniel zaklął pod nosem i rzucił krótkie „proszę”. Phil był wdzięczny, że Dan nie zdążył rozpiąć wszystkich guzików koszuli. Udało mu się tylko dwa dlatego sytuacja nie wyglądała dwuznacznie. Gdy syn głowy tego domu się odwrócił w pokoju stał już młody chłopak. Zapewne nie wiele starszy od niego. Był równie wysoki co Dan lecz miał jasne włosy i niebieskie oczy. Miał białe rękawiczki jak starszy mężczyzna który go tu przyprowadził. Z pewnością to kolejny z kamerdynerów. Ciekawe ile jeszcze ich tu mają.
- Paniczu Howell. – odezwał się po chwili. – Sir Nick prosi abyś zjawił się w salonie. Chodzi o sprawę.. – nie dane było mu dokończyć gdyż wcięto mu się w zdanie.
- Wiem o co mu chodzi. – powiedział. – Możesz wyjść. – dodał szybko na co blondyn kiwnął głową, lekko się ukłonił i opuścił pomieszczenie.
- Muszę natychmiast załatwić tą sprawę. To ważne. Ty się rozbierz, a ja zaraz wrócę. – mówił zapinając guziki które jeszcze przed chwilą rozpinał. Złapał za marynatkę, ubrał ją i wyszedł szybkim krokiem z pokoju zamykając za sobą drzwi. Phil znowu został sam. Nie był pewien czy faktycznie powinien pozbyć się teraz swoich ubrań. Lecz co jeśli tego nie zrobi, a gdy młody Howell wróci i będzie wkurzony? Wolał nie ryzykować. Zaczął powoli ściągać swoją bluzę. W trakcie tej czynności przez przypadek naruszył jednego ze swoich sińców, które znajdowały się na jego plecach. Od razu wróciły do niego te okrutne wspomnienia. Grupa z jego osiedla nie dawała mu odetchnąć przez ostatni miesiąc. Odkąd z osiedla wyprowadził się gnębiony przez nich wcześniej chłopak nie wiadomo czemu on stał się kolejnym celem. Był wyśmiewany, kopany, opluwany i bity ale nigdy nie powiedział o tym nikomu. Nie chciał przyprawiać rodzicom kolejnego zmartwienia i kłopotów. Z resztą.. i tak nie mogliby nic zrobić. Sam i jego banda pochodziła z wyższych sfer społecznych. Nie wiele więc by wywalczył, a gnębienie mogłoby się stać jeszcze gorsze, o ile w ogóle się dało. Teraz stał już w samych bokserkach. Zastanawiał się czy powinien ściągnąć także i je ale spasował i rzucił się na łóżko odbijając się od niego lekko. Było miękkie. Bardzo miękkie. W porównaniu do tego na którym on zwykle sypia to było rajem. Jedwabne poszewki gładziły delikatnie jego ciało. Dałby się posiekać aby móc w nim być wieczność. Już stracił rachubę ile tu leżał. Zrobiło mu się zimno więc schował się pod miękką i puszystą kołdrę. Poczuł nagły przypływ zmęczenia i po pewnym czasie był już w krainie snów.
- Philip Lester? – powiedziała uśmiechając się przyjaźnie. Chłopak kiwnął lekko głową nie mogąc wydobyć z siebie głosu. Był przerażony, zdezorientowany i najchętniej chciałby wybiec stamtąd z krzykiem na ustach.
- Idealnie. Barry mówił, że jesteś przystojny i słodki ale nie sądziłam, że aż tak. Klientom na pewno się to spodoba. Chodź za mną, tutaj nie wypada rozmawiać o TYCH rzeczach. – znów się odezwała odwracając się do niego plecami i ruszając przed siebie postukując przy tym obcasami. Phil od razu powędrował posłusznie za nią przetwarzając w myślach to co właśnie się dzieje. Kilka kroków dalej znajdowały się drzwi przez które przeszli, potem kilka zakrętów i kolejne drzwi. Mogłoby się to wydawać długa droga lecz chłopak nawet na to nie zwrócił na to uwagi. Był zafascynowany tymi wszystkimi rzeźbami, obrazami i posągami które mijali. Z każdymi drzwiami i korytarzami przez które przechodzili ozdób ubywało i chłopak uświadomił sobie, że pewnie jest kilka części tego budynku. Dla biednych, średnich i multimilionerów. Był to oczywiste nie przydzielą go dla tych bogatszych od razu. W końcu kobieta zatrzymała się na środku jednego z korytarzy gdzie niektóre ściany były już lekko popękane, a światło lekko pomrugiwało.
- Poczekaj tutaj, zaraz wrócę. – wskazała na ławkę bez oparcia i oddaliła się szybko. Phil posłusznie usiadł zakrywając sobie twarz dłońmi. W co on w ogóle się wpakował? Może większość mężczyzn była by zadowolona z takiej pracy w końcu seks za pieniądze to coś co kretynom może przypaść do gustu ale on był inny. Nie chciał tego robić z byle kim.. i to do tego za zapłatą! Będzie się kurwił za gotówkę jak jakaś szmata i ostatnia dziwka. Z myśli wyrwały go podniesione głosy jakiegoś mężczyzny i starające się go uspokoić słowa pewnej kobiety.
- … jak to go nie ma?! Czy ty zdajesz sobie sprawę z tego co się stanie jeśli on nie dostanie tego czego chce?
- Nic nie da się zrobić, sprawdzałam! Szukałam też kogoś innego ale wszyscy są już zamówieni albo zajęci. – szlochała kobieta. Dopiero teraz ciemnowłosy mógł ich zobaczyć gdyż wyszli zza zakrętu i kierowali się w jego stronę.
- Co on sobie niby myślał biorąc dzień wolnego?! Dajesz człowiekowi palec a on ci odrąbie całą rękę! –mężczyzna był ubrany w czarny, dostojny garnitur który z pewnością był bajecznie drogi. Do tego na ręce miał złotego roleksa, a na szyi miał wisiorek, prawdopodobnie ze srebra. Nawet głupi mógłby się domyśleć, że to właściciel tej siedziby zła. Kobieta musiała być jego sekretarką.
- On nas zniszczy jeżeli nic nie zrobimy. Pozostaje nam jedynie.. – przerwała jasnowłosa gdyż dopiero teraz dostrzegła chłopaka siedzącego na ławce. Złapała go na patrzeniu się na nich dlatego ten odwrócił szybko wzrok udając, że był zbyt zajęty myśleniem, żeby cokolwiek usłyszeć co było wręcz idiotyczne.
Sekretarka szturchnęła swojego szefa pokazując mu Phila, który był opodal. W tym momencie do korytarza wróciła rudowłosa sekretarka z nową teczką i jeszcze większą ilością papierów.
- Oh, pan Wellman! Panienka Jenna! Cóż pan tu robi? Nie powinien być pan na tej lepszej części budynku? – zapytała zdezorientowana podchodząc do niebieskookiego i wręczając mu stertę papierów. Były ciężkie, a wszystko było napisane drobnym druczkiem. To z pewnością były jakieś umowy, które będzie musiał podpisać przez rozpoczęciem ‘pracy’.
- Cóż to za młody człowiek? – zignorował jej pytanie zadając swoje. Zrobił kilka kroków w ich stronę nie opuszając młodzieńca ze swoich oczu.
- Lester Philip, został polecony przez jednego z naszych dostawców z dolnego miasta. Właśnie podpisał umowę. – wytłumaczyła szybko bez zbędnych wątpliwości pokazując dłonią kartkę papieru, którą jeszcze minutę temu chłopak podpisał.
- Uważasz, że to na pewno dobry pomysł? Może być nie zadowolony z powodu zmian. – odezwała się po chwili Jenna do swojego szefa.
- To na pewno nie jest dobry pomysł. Ale nie mamy lepszego. To jest najlepsze rozwiązanie. – westchnął cicho i spojrzał jeszcze raz na chłopaka, który najwyraźniej bał się na niego spojrzeć.
- Młody, to twój szczęśliwy dzień. Zaczynasz pracę od razu, limuzyna czeka przed budynkiem. Zabierze cię do twojego pierwszego klienta.
- Limuzyna?! – wyrwało się rudowłosej sekretarce. Była w szoku tak samo z resztą jak Phil. Wydawało mu się, że każą mu zacząć od kogoś kogo nie będzie stać na limuzynę. Pan Wellman spojrzał na nią karcąco lecz odpowiedział po chwili.
- Pan Howell życzy sobie dzisiaj towarzystwa, jednak Jared jest nie dostępny i nikogo innego nie ma w zasięgu. Dobrze wiesz co może zrobić jeśli nie dostanie tego czego chce. Mamy jedynie nadzieję, że zadowoli się tym co dostanie. – Niebieskooki wstrzymał oddech. Czy on dobrze usłyszał? PAN Howell? Mężczyzna? To chyba jakieś nieporozumienie. On przecież nie jest homoseksualny. Wystarczającym upokorzeniem byłby seks za pieniądze z kobietą! Jeśli będzie musiał zrobić to z mężczyzną chyba stoczy się na dno dna.
- Nie jestem gejem. – powiedział błagalnie starając się nie zabrzmieć zbyt niegrzecznie.
- Oh.. wybacz. To zmienia całkowicie wszystko! Pan Howell wcale nie zniszczy naszej korporacji jeżeli jego syn nie dostanie tego czego chce. A przecież ty nie podpisałeś umowy która zobowiązuje cię do wykonywania moich poleceń. – powiedział ironicznie śmiejąc się przy tym nerwowo. Widać było, że martwi się o przyszłość swojej ‘firmy’. Chłopak poczuł złość. Nie był jednak zły na nikogo innego lecz na siebie. Nawet nie przeczytał tej umowy. Tak bardzo chciał pomóc niewinnej Emily, a sam wpakował się w nie lada kłopoty. Nie mógł teraz zrezygnować nawet gdyby chciał.
- Miriam, zaprowadź go do limuzyny i upewnij się, że do niej wsiądzie. Nie możemy pozwolić aby syn pana Howella czekał jeszcze dłużej. – po słowach szefa organizacji Phil został zaprowadzony przed budynek i faktycznie wsiadł do auta, które czekało już najwyraźniej od jakiegoś czasu. To wszystko działo się za szybko aby on mógł to przyswoić. Myśli zalewały go podczas tej niekończącej się drogi. W jednej chwili jest zwykłym chłopakiem, a w innej męską prostytutką na której wymuszają bycie gejem! Co on teraz ma zrobić? Przecież nie może się wycofać. Czy faktycznie będzie musiał przespać się z mężczyzną? Ciarki przeszły jego ciało kiedy kierowca zatrzymał się. Popatrzył przez zaciemnione szyby aby zobaczyć wielką bramę, która powoli zaczęła się otwierać. Limuzyna znów ruszyła, a teraz Phil mógł dostrzec wielką, trzypiętrową willę. Była bogato, ale też nie przesadnie ozdobiona i miała kilkanaście balkonów i kilka tarasów. Ogród był niesamowity. Mnóstwo pięknie poprzycinanych drzew, zadbanych kwiatów oraz kilka fontann i ławek. Wszystko to było bajeczne. To pewnie tak wyglądał raj. Samochód znów się zatrzymał, a drzwiczki same się otworzyły. Pojawił się w nich jakiś stary mężczyzna z siwizną na głowie. Był ubrany elegancko i miał białe rękawiczki. Nie odezwał się ani słowem ale chłopak wywnioskował, że to jeden z kamerdynerów lub też służących tego domu. Czyżby to on miał zaprowadzić go do swej zguby? Posłusznie wysiadł z pojazdu, a gdy starszy człowiek ruszył ten powędrował za nim. Gdy weszli do środka budynku, gdyż domem trudno to nazwać, Phil przez chwilę pomyślał, że śni. Wewnątrz willa była jeszcze bardziej niesamowita niż na zewnątrz. Mnóstwo drogo wyglądających rzeczy i perfekcyjny porządek. Nigdy wcześniej chłopak nie pomyślał, że będzie mu dane zobaczyć coś takiego. Przez chwilę bajeczność tego domu odwróciła jego uwagę od myśli o tego co miało się wydarzyć już za chwilę. Kamerdyner skierował się schodami na górę, potem jeszcze raz i kilka razy zakręcił. Trwało to wieczność lecz w końcu zatrzymał się przed pewnymi drzwiami otwierając je z gracją. Serce czarnowłosego zatrzymało się na chwilę. Był przerażony, chciał uciekać, schować się. To dla Emily, Phil. Myślał. Zrób to dla niej.
- Sir Daniel przyjdzie za chwilę. Teraz jest zajęty. – odezwał się chropowatym głosem starzec, a chłopak aż podskoczył. Wszedł do środka. Siwowłosy lokaj zamknął za nim drzwi i zszedł na dół. W tym czasie Lester oglądał wspaniałość pokoju syna miliardera. Łóżko było olbrzymie, tak, że cała jego rodzina mogła by w nim spać. Dywan był przyjemny dla jego nagich stóp, gdyż buty musiał ściągnąć przy wejściu. Teraz jego wzrok przykuł telewizor plazmowy wiszący naprzeciw łóżka. Po raz pierwszy taki widział. Mógłby powiedzieć, że po raz pierwszy widział telewizor lecz było by to lekkim kłamstwem ponieważ już raz wcześniej dane było mu go zobaczyć u jednego z jego kolegów. Jednak nie była to tak wspaniała plazma HD lecz zwykły, stary, czarno-biały klocek. Z rozmyślań wyrwał go dźwięk otwieranych drzwi więc szybko się obrócił. Stał tam wysoki, brązowo włosy chłopak. Ubrany był w garnitur jednak nie miał krawata. Jego oczy były czekoladowe i wydawało mu się, że prześwietlały jego myśli. Przyłapał się nawet na myśleniu, że owy Daniel jest naprawdę przystojny.
- A ty.. kim jesteś? – zapytał nieco nie pewny zamykając za sobą drzwi. Nie spuszczał przy tym jednak czarnowłosego z oczu. Phil za to uciekł wzrokiem i zaczął wpatrywać się w swoje stopy. Czuł się strasznie niezręcznie. Co w końcu miał powiedzieć? Że jest tu żeby on go wydymał?
- Pan Wellman mnie przysłał. – odpowiedział po chwili. W końcu odważył się popatrzyć na chłopaka. Wydawał się on być w jego wieku.
- Chris popełnił błąd. Gdzie jest Jared? – zadał kolejne pytanie ściągając przy tym swoją marynarkę i rzucił ją gdzieś na fotel stojący niedaleko.
- Mówił coś.. o tym, że jest niedostępny. – znów udzielił odpowiedzi lecz tym razem szybciej i o wiele bardziej pewien siebie. Chodź nie wiedział czemu. Dalej przecież był przerażony i cholernie spięty.
- W sumie to ty nie jesteś taki zły.– uśmiechnął się lekko i zaczął rozpinać sobie koszulę kiedy rozległo się pukanie do drzwi. Czarnowłosy zaczął dziękować Bogu w myślach natomiast Daniel zaklął pod nosem i rzucił krótkie „proszę”. Phil był wdzięczny, że Dan nie zdążył rozpiąć wszystkich guzików koszuli. Udało mu się tylko dwa dlatego sytuacja nie wyglądała dwuznacznie. Gdy syn głowy tego domu się odwrócił w pokoju stał już młody chłopak. Zapewne nie wiele starszy od niego. Był równie wysoki co Dan lecz miał jasne włosy i niebieskie oczy. Miał białe rękawiczki jak starszy mężczyzna który go tu przyprowadził. Z pewnością to kolejny z kamerdynerów. Ciekawe ile jeszcze ich tu mają.
- Paniczu Howell. – odezwał się po chwili. – Sir Nick prosi abyś zjawił się w salonie. Chodzi o sprawę.. – nie dane było mu dokończyć gdyż wcięto mu się w zdanie.
- Wiem o co mu chodzi. – powiedział. – Możesz wyjść. – dodał szybko na co blondyn kiwnął głową, lekko się ukłonił i opuścił pomieszczenie.
- Muszę natychmiast załatwić tą sprawę. To ważne. Ty się rozbierz, a ja zaraz wrócę. – mówił zapinając guziki które jeszcze przed chwilą rozpinał. Złapał za marynatkę, ubrał ją i wyszedł szybkim krokiem z pokoju zamykając za sobą drzwi. Phil znowu został sam. Nie był pewien czy faktycznie powinien pozbyć się teraz swoich ubrań. Lecz co jeśli tego nie zrobi, a gdy młody Howell wróci i będzie wkurzony? Wolał nie ryzykować. Zaczął powoli ściągać swoją bluzę. W trakcie tej czynności przez przypadek naruszył jednego ze swoich sińców, które znajdowały się na jego plecach. Od razu wróciły do niego te okrutne wspomnienia. Grupa z jego osiedla nie dawała mu odetchnąć przez ostatni miesiąc. Odkąd z osiedla wyprowadził się gnębiony przez nich wcześniej chłopak nie wiadomo czemu on stał się kolejnym celem. Był wyśmiewany, kopany, opluwany i bity ale nigdy nie powiedział o tym nikomu. Nie chciał przyprawiać rodzicom kolejnego zmartwienia i kłopotów. Z resztą.. i tak nie mogliby nic zrobić. Sam i jego banda pochodziła z wyższych sfer społecznych. Nie wiele więc by wywalczył, a gnębienie mogłoby się stać jeszcze gorsze, o ile w ogóle się dało. Teraz stał już w samych bokserkach. Zastanawiał się czy powinien ściągnąć także i je ale spasował i rzucił się na łóżko odbijając się od niego lekko. Było miękkie. Bardzo miękkie. W porównaniu do tego na którym on zwykle sypia to było rajem. Jedwabne poszewki gładziły delikatnie jego ciało. Dałby się posiekać aby móc w nim być wieczność. Już stracił rachubę ile tu leżał. Zrobiło mu się zimno więc schował się pod miękką i puszystą kołdrę. Poczuł nagły przypływ zmęczenia i po pewnym czasie był już w krainie snów.



